Radom – story telling part I

Radomiu na koncercie ! Szalony wyjazd poza granicę powiatu Mińskiego i stolicy Polaka ! Ale po kolei…Uwaga, byliśmy w

Od razu przyznaję się szczerze – nie miałem bladego pojęcia o tym, w jakim to klubie przyjdzie nam grać. Brat Mortido z Polish Under Force polecił na granie Jack Rock’s, pisał, że ma tam znajomych i może coś załatwić. „Załatwiał” tak czas długi, aż w końcu sam to ogarnąłem. Data – 17ty styczeń roku Pańskiego 2009. Sobota. Występ z Muerte i Spiral Domain, który szuka właśnie członków do rekrutacji, więc kto z Lublina, niech pisze do nich, bo mądre !

Ogarnąłem i pojechałem z plakatami. Oj, był problem z nimi, latałem jak debil przez zaśnieżoną Warszawę szukając jakiejś drukarni, która by to mogła nam ładnie druknąć, ale w końcu udało się i eleganckie postery Radka towarzyszyły mi w podróży rozeznaniowej do Radomia. Rozeznanie dotyczyło nie tylko koncertu, ale o tym to cichosza, bo komuś może być wstyd za mnie. Doniosłem plakaty na koniec metropolii i popełniłem wówczas dość poważny logistycznie błąd – nie obejrzałem dokładnie Jack Rock’sa. Wielkość oceniłem na dujerową, więc w sumie… Nienajgorzej. Gdy przyjechaliśmy jednak, okazało się, że dowidzenia! Nie dość, że trzeba schodzić po kręconych schodach to jeszcze sala koncertowa wielkością porównywalna jest z największym pokojem w moim mieszkaniu. A my jak wariaaaty, targamy paki soundmana, peavey’e itp. Itd. Po co? Żaden nie wie. Huk był niemiłosierny.

Z transportem gratów to w ogóle inna bajka była. W ogóle muszę przyznać, że organizacja tych dwóch koncertów (następnego 18ego maja) mnie rozłożyła na łopatki. Ale nic to. Fakt jest taki, że do godziny dwunastej w nocy z piątku na sobotę nie wiedzieliśmy jeszcze jak przytargamy do Radomia dwie paki Soundmana i bębny. No nie wiedzieliśmy. I nagle się dowiedzieliśmy. Piter pogadał z Czapą, Anselmem z Sulejówka i ten zgodził się zawieźć sprzęciwo swoim dostawczakiem bez plandeki. Przykryliśmy graty kocem w ten ziąb, ale nic się nie odmroziło. Vagitarians wsiedli zaś w furę Pitera. Fartem się zmieściliśmy. Albo i niefartem, gdyż jechaliśmy ubożsi o jednego członka zespołu. Majkel się rozłożył wchuj, posłał smsa w sobotę rano, że dupa blada i tym sposobem zostałem perkusistą. Co mnie nawet szczerze ucieszyło.

No to jedziemy… Droga zwariowana, bo co chwila mijamy te same miejscowości. Dwa razy Rembertów, dwa razy Kawęczyn. Czapa oczywiście nie omieszka dzwonić za każdym razem z dowcipami na ten temat. Czuć w powietrzu atmosferę przygody. I los jest dla nas łaskawy. Pan ze stacji benzynowej pozwala odlać się za darmo !
Dojeżdżamy…. Spirale są, Muerte jest od dawna, bo Bolo Dobry Kolo miał koncert dzień wcześniej. Toć i sam Bolec jest. Witamy się z panem szefem, który informuje, że jak będą jakieś kłopoty to on ma nieformalną grupę na zawołanie, która zrobi porządek, więc nie ma się czego obawiać…. Załamujemy się leciutko przy odwiedzinach pokoiku, w którym mamy łoić. Ale co tam. Są browary, każden już wesół, nie może być lepiej na ten czas….

Koniec części I

Kidriv

Ps. Skończyłem, bo muszę jechać do centrum. Napiszę jak wrócę z Mińska.

Reklamy

Jedna odpowiedź to “Radom – story telling part I”

  1. Ciekawski Says:

    ciekawie cię rozwija, dobrze to rokuje na drugą część opowieści;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: